wtorek, 28 lipca 2015

Siarczany alkilowe (SLS, ALS)

Siarczany alkilowe należą do anionowych związków powierzchniowo czynnych, czyli m.in. takich, które tworzą pianę. Możemy wyróżnić dwa z nich:
  • laurylosiarczan sodu, SLS (Sodium Lauryl Sulfate)
  • laurylosiarczan amonu, ALS (Ammonium Lauryl Sulfate)
Pierwszy z wyżej wymienionych (SLS) jest najczęściej spotykany we wszystkich płynach myjących wraz z jego bratem SLES-em (Sodium Laureth Sulfate). Są na tyle do siebie zbliżeni, że działanie mają praktycznie takie samo. Idąc do pierwszej lepszej drogerii znajdziemy żele do mycia, szampony itp., gdzie 98% z nich będzie zawierać jeden z nich, a czasem nawet oba. Natomiast ALS spotkamy w jakimiś ok. 1% produktów, które wg producenta są "delikatne", a czasem nawet "bezpieczne, bez SLS i SLES". Łatwa zamiana, ale niekoniecznie taka dobra jak o niej mówią. Pozostały 1% należy do kosmetyków zawierających kuzynów tych związków albo delikatne, naturalniejsze związki myjące.
SLS
SLS i ALS posiadają łańcuch węglowodorowy o 12 węglach. Związki o takiej długości łańcucha i większej są źle tolerowane przez skórę i działają na nią drażniąco, a ponadto dobrze się pienią nawet w twardej wodzie. Nic dziwnego więc, że SLS jest tak powszechnie stosowany, w końcu tworzy wymaganą przez nas pianę i jest tańszy niż te delikatniejsze i naturalniejsze związki. Producent się cieszy, my się cieszymy z piany, ale nasza skóra (szczególnie jeśli jest dość wrażliwa) cierpi. ALS (wg tego co wyczytałam w książkach) jest jeszcze mniej tolerowany przez skórę niż SLS. Ma jednak mały plus - jest zbyt dużą cząsteczką by wnikał w głąb skóry. Pod tym względem jest lepszy, ale nie znaczy to, że nie drażni jej od zewnątrz, więc z "delikatnością" i "bezpieczeństwem" bym polemizowała.

ALS
Oczywiście z reguły producenci starają się zmniejszyć działanie drażniące poprzez dodawanie odpowiedniej ilości substancji nawilżających, które łagodzą skutki ich działania. Jednak nie zawsze im się to udaje, poza tym skórze dostatecznie na nie wrażliwej substancje nawilżające nie wystarczają, a pamiętajmy również, że stan skóry zmienia się i jeśli teraz SLS nic jej nie robi (a bynajmniej tak nam się wydaje..), to nie znaczy, że za jakiś czas nie zobaczymy wyraźnych efektów jego stosowania. Ja szczerze mówiąc nie rozumiem tej idei, lepiej by wszystkie substancje nawilżające faktycznie nawilżały, a nie starały się naprawiać to, co zostało zniszczone.

Nie bez powodu zaczęłam się wystrzegać tych substancji w kosmetykach. Już zdążyły mi trochę pokazać, co potrafią, a to i tak nie jest wszystko. Takie substancje mogą z powodzeniem doprowadzić do łuszczycy, egzemy i grzybicy, szczególnie jeśli myjemy się takimi środkami zbyt często. Również wysuszają i niszczą skórę i włosy, co może trochę przyspieszyć proces ich starzenia się. Dzisiaj ludzie myją się przynajmniej raz dziennie, wielu nawet dwa razy, a w większości przypadków nie są aż tak brudni, by stosować tak silne substancje z taką częstotliwością. 

Jeśli nie interesuje Cię dokładne zagłębianie się w skład - chociaż sprawdź, czy nie ma w składzie jednego z tych trzech poznanych dzisiaj substancji - to już jest lepszy wybór.

źródła:
Chemia w kosmetyce i kosmetologii - Z. Sarbak i inni

3 komentarze :

  1. Bardzo pomocny wpis. Widać, kto tu jest od chemii profeszjonalnej :D

    OdpowiedzUsuń
  2. co producenci stosują zamiast SLS, ALS i jest to jednocześnie tolerowane przez naszą skórę?

    OdpowiedzUsuń
  3. Na pewno dojdę do ich zamienników kiedyś w postach. Ale przykładowo Cocamidopropyl Betaine - dodawany też często razem z nimi, bo łagodzi trochę ich działanie. Ogólnie betainy są dobrze tolerowane przez skórę. Jeszcze stosują często podobne do tych siarczanów związki, które są znacznie lepiej tolerowane.

    OdpowiedzUsuń

Szablon dla Bloggera stworzony przez Blokotka